MANA jest szóstą z siedmiu zasad Huny w ujęciu spopularyzowanym przez Serge’a Kahili Kinga. Jej najbardziej znane sformułowanie brzmi: „Cała moc pochodzi z wnętrza”.
To zdanie łatwo odczytać jako kolejną opowieść o nieograniczonym potencjale człowieka.
Ja wolę rozumieć je inaczej.
Nie mamy wpływu na wszystko, co wydarza się wokół nas. Nie możemy kontrolować innych ludzi, zatrzymać czasu ani sprawić, że każda sytuacja ułoży się zgodnie z naszym planem.
Mamy jednak wpływ na własne decyzje, działania, sposób reagowania i na to, co zrobimy z tym, co właśnie nam się przydarzyło.
I właśnie tutaj widzę sens MANA.
Czym właściwie jest mana?
Słowo mana jest znacznie starsze niż współczesna Huna i występuje w wielu kulturach polinezyjskich.
W tradycyjnym znaczeniu nie jest po prostu „energią życiową” podobną do prądu przepływającego przez ciało.
Mana może odnosić się do mocy, skuteczności, autorytetu, wpływu, szczególnej siły czy znaczenia przypisywanego osobie, miejscu albo działaniu.
Dlatego warto zachować ostrożność, kiedy próbujemy tłumaczyć ją jednym współczesnym słowem.
W systemie Huny Serge’a Kahili Kinga MANA została przedstawiona przede wszystkim jako zasada osobistej mocy i odpowiedzialności.
I właśnie ten wymiar jest mi najbliższy.
Moc nie oznacza kontroli
Łatwo pomylić moc z możliwością kontrolowania wszystkiego.
Ale życie bardzo szybko pokazuje, że nie mamy takiej możliwości.
Nie decydujemy o zachowaniu innych ludzi.
Nie kontrolujemy wszystkich okoliczności.
Nie możemy zagwarantować sobie, że wszystko się uda.
Możemy natomiast zdecydować, co zrobimy dalej.
Czasem naszą siłą będzie działanie.
Czasem postawienie granicy.
Czasem poproszenie o pomoc.
Czasem przyznanie, że czegoś nie potrafimy.
A czasem rezygnacja z walki z czymś, na co naprawdę nie mamy wpływu.
Moc nie zawsze wygląda jak siła.
Czasami wygląda jak świadomość własnych możliwości i własnych ograniczeń.
Oddawanie swojej mocy
Są sytuacje, w których bardzo łatwo zaczynamy uzależniać własne decyzje od innych ludzi.
Czekamy na czyjąś zgodę.
Na potwierdzenie.
Na pochwałę.
Na znak, że mamy prawo zrobić to, czego chcemy.
Czasem potrzebujemy opinii innych i nie ma w tym nic złego.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy bez niej przestajemy ufać własnym decyzjom.
„Co oni powiedzą?”
„Czy ktoś to zaakceptuje?”
„Czy mam prawo tak zrobić?”
„Czy ktoś pozwoli mi zmienić zdanie?”
MANA przypomina mi, że odpowiedzialności za własne życie nie da się całkowicie przekazać komuś innemu.
Możemy słuchać.
Możemy pytać.
Możemy korzystać z wiedzy i doświadczenia innych.
Ale ostatecznie to my żyjemy z konsekwencjami własnych wyborów.
Wewnętrzna siła nie oznacza, że wszystko musisz zrobić sam
To dla mnie bardzo ważne rozróżnienie.
„Cała moc pochodzi z wnętrza” nie oznacza: „radź sobie sam”.
Proszenie o pomoc nie odbiera człowiekowi siły.
Skorzystanie z wiedzy specjalisty również nie.
Tak samo jak przyznanie: „nie wiem”, „nie potrafię” albo „potrzebuję wsparcia”.
Czasami właśnie podjęcie takiej decyzji wymaga znacznie więcej wewnętrznej siły niż udawanie, że wszystko mamy pod kontrolą.
MANA nie musi więc prowadzić do samowystarczalności.
Może prowadzić do odpowiedzialności.
To ja decyduję, kiedy działam sam, kiedy współpracuję, a kiedy pozwalam komuś sobie pomóc.
MANA i poczucie sprawczości
W psychologii istnieje pojęcie poczucia własnej skuteczności, związane z pracami Alberta Bandury.
Opisuje ono między innymi nasze przekonanie, że jesteśmy zdolni podjąć określone działanie i poradzić sobie z konkretnym zadaniem.
Nie jest to naukowe potwierdzenie istnienia mana ani zasady Huny.
Pokazuje jednak coś, co dobrze współgra z jej współczesnym odczytaniem.
To, czy wierzymy, że możemy podjąć działanie, ma znaczenie dla tego, czy w ogóle spróbujemy.
Poczucie sprawczości nie oznacza przekonania: „mogę wszystko”.
Znacznie bliżej mu do myśli:
„Nie wiem jeszcze, czy mi się uda, ale mogę sprawdzić, co jestem w stanie zrobić.”
MANA i ciało
W pracy z ciałem ta zasada ma dla mnie jeszcze inne znaczenie.
Osoba leżąca na stole nie przestaje decydować o swoim ciele tylko dlatego, że oddaje je na chwilę w moje dłonie.
To nadal jej ciało.
Jej granice.
Jej odczucia.
Jej decyzja.
Moja wiedza i doświadczenie nie dają mi prawa wiedzieć lepiej od niej, co powinna czuć.
Mogę obserwować reakcję ciała.
Mogę prowadzić ruch.
Mogę dostosowywać dotyk.
Ale nie odbieram drugiej osobie jej sprawczości.
Jeżeli coś jest niekomfortowe, można to powiedzieć.
Jeżeli potrzebna jest zmiana, zmieniamy.
Jeżeli ciało nie jest gotowe na więcej, nie próbuję z nim wygrać.
Dla mnie również to jest MANA.
Moc nie musi polegać na przejmowaniu kontroli.
Może polegać na pozostawieniu jej tam, gdzie powinna być.
Gdzie znajduje się moja moc?
Czasem warto zatrzymać się przy kilku prostych pytaniach.
Na co w tej sytuacji naprawdę mam wpływ?
Na co nie mam wpływu?
Czy czekam, aż ktoś podejmie decyzję za mnie?
Czy próbuję kontrolować coś, czego nie jestem w stanie kontrolować?
Czy jest jedna rzecz, którą mogę zrobić sam?
Czy potrzebuję pomocy?
Czy to, czego teraz chcę, jest naprawdę moją decyzją?
Takie pytania nie sprawiają, że nagle odzyskujemy kontrolę nad całym życiem.
Pomagają jednak zobaczyć, gdzie rzeczywiście znajduje się przestrzeń do działania.
Cała moc pochodzi z wnętrza
Nie odczytuję MANA jako obietnicy, że człowiek posiada nieograniczoną moc.
Nie wierzę również, że samą intencją możemy dowolnie zmieniać rzeczywistość.
Widzę w tej zasadzie coś bardziej wartościowego.
Przypomnienie, żeby nie oddawać innym całej odpowiedzialności za własne życie.
Możemy nie kontrolować sytuacji.
Możemy nie znać rozwiązania.
Możemy potrzebować drugiego człowieka.
Ale nadal pozostaje coś, co należy do nas.
Decyzja, jak odpowiemy na to, co właśnie się wydarza.
I czasami właśnie tam znajduje się największa część naszej mocy.
