SMS / WhatsApp

459 170 705

E-mail

kontakt@ponopono.studio

O mnie

Czasem ktoś pyta mnie, skąd wzięła się moja droga do pracy z ciałem.

Prawda jest taka, że nie zaczęła się od planu ani od decyzji o zmianie zawodu. Zaczęła się od ciekawości — od pytania o to, jak naprawdę funkcjonujemy jako ludzie.

Od dawna interesowało mnie to, co dzieje się pod powierzchnią codzienności. Dlaczego jedni potrafią zachować spokój w trudnych momentach, a inni żyją w ciągłym napięciu. Dlaczego to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka, tak mocno wpływa na nasze samopoczucie, sposób bycia i kontakt z własnym ciałem.

Z perspektywy czasu widzę, że ta ciekawość była ze mną od dawna. W numerologii określa się ją czasem symbolem 33, nazywanym liczbą nauczyciela lub przewodnika. Nie traktuję tego jako etykiety ani definicji, raczej jako ciekawą metaforę drogi — życia, w którym naturalnie pojawia się potrzeba rozumienia głębiej i dzielenia się tym z innymi.

Z czasem coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać, że to, jak funkcjonujemy wewnętrznie, w ogromnym stopniu zależy od kondycji naszego ciała. Od napięć, oddechu i sposobu, w jaki ciało jest traktowane i słuchane.

To właśnie praca z ciałem — dotyk, obecność i oddech — zaczęła fascynować mnie najmocniej.

Doświadczenie, które zmieniło moje patrzenie

Jest w mojej historii także bardzo osobiste doświadczenie, które mocno wpłynęło na to, jak dziś rozumiem ból, napięcie i potrzebę ulgi.

Mieszkając w Cambridge w Wielkiej Brytanii, przez długi czas żyłem w silnym bólu. Jego przyczyną był wypadek na siłowni, po którym pojawiły się dwie przepukliny — L4–L5 i L5–S1. Obie były zbyt duże, by można było cofnąć je ćwiczeniami. W ostatnim okresie ból i ucisk były tak silne, że funkcjonowanie stawało się coraz trudniejsze. Dwa tygodnie przed operacją miałem moment, w którym nogi ugięły się pode mną i nie mogłem wstać. Czas do zabiegu pozwoliło mi przetrwać jedynie intensywne leczenie przeciwbólowe i odbarczające. Ostatecznie przeszedłem podwójną dyscektomię w klinice w Cambridge.

To doświadczenie bardzo wiele mnie nauczyło. Nie tylko o bólu, ale też o bezradności, wyczerpaniu i ogromnym znaczeniu nawet krótkiej chwili, w której ciało przestaje cierpieć. Pamiętam, jak ważne było dla mnie wtedy każde spotkanie z fizjoterapeutą czy osobą pracującą z ciałem, po którym choć na moment czułem mniejszy ból. To były chwile, które naprawdę się pamięta.

Myślę, że właśnie wtedy jeszcze głębiej zrozumiałem, jak wielką wartość może mieć uważna pomoc drugiemu człowiekowi. Nie zawsze przez „naprawianie”. Czasem przez ulgę. Przez obecność. Przez stworzenie przestrzeni, w której ciało choć na chwilę nie musi już wszystkiego dźwigać samo.

Spotkanie z Lomi Lomi Nui

Moment spotkania z Lomi Lomi Nui nie był spektakularny. To był zwyczajny dzień. Usłyszałem tę nazwę po raz pierwszy w zupełnie codziennej sytuacji.

Kiedy dowiedziałem się, że chodzi o hawajski rytuał pracy z ciałem, pojawiła się zwykła ludzka ciekawość. Chciałem sprawdzić, doświadczyć i zobaczyć, co z tego wyniknie.

Moja pierwsza próba wejścia w ten świat nie była jeszcze tą właściwą. Pojawiały się przeszkody i opóźnienia, które dziś widzę jako ważne sygnały.

Dopiero spotkanie z Martą Gierczyńską i udział w kursie Lomi Lomi Nui w Buczynowej Dolinie w Beskidzie Niskim otworzyły przede mną przestrzeń, w której wszystko zaczęło się układać.

To tam naprawdę zrozumiałem, czym jest świadomy dotyk.

Szacunek do granic.
Uważność.
Obecność, która nie próbuje niczego zmieniać na siłę.

Po raz pierwszy doświadczyłem masażu jako spotkania — z ciałem, z emocjami i z samym sobą.

I poczułem bardzo wyraźnie, że chcę dzielić się tym doświadczeniem z innymi.

Droga, która się pogłębia

Z czasem moja praktyka zaczęła się pogłębiać. Im więcej pracowałem z ludźmi, tym wyraźniej widziałem, że ciało nie działa fragmentami. Napięcie, oddech, postawa, sposób poruszania się i wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa tworzą jedną, połączoną całość.

Właśnie dlatego coraz bliższe stało mi się także rozumienie powięzi — żywej sieci tkanki łącznej, która przenika całe ciało i współtworzy to, jak odczuwamy ruch, napięcie i kontakt ze sobą.

Na tej drodze ważne były dla mnie zarówno własna praktyka, jak i dalsza nauka. Ukończyłem szkolenie Holistic Fascia Release, a jednym z potwierdzeń tej części mojej drogi jest także obecność na liście certyfikowanych terapeutów HFR w Klimek Academy. Równolegle coraz bardziej interesowały mnie również szersze spojrzenia na ciało, obecne m.in. w pracach Thomasa Myersa i w nurtach pracy strukturalnej. Wszystko to pomagało mi lepiej rozumieć to, co wcześniej czułem intuicyjnie pod rękami — że ciało niemal zawsze opowiada szerszą historię niż tylko miejsce, w którym pojawia się dyskomfort.

Nie traktuję żadnej metody jako jedynej odpowiedzi. Bardziej interesuje mnie człowiek i to, jak mogę coraz uważniej słuchać jego ciała.

Doświadczenie i praktyka

Technika jest dla mnie ważna, ale z czasem coraz wyraźniej widzę, że każdy człowiek jest inny. Każda osoba przynosi swoją historię, swoje napięcia i swój rytm.

Dlatego najważniejsze w tej pracy jest dla mnie indywidualne podejście, uważność i gotowość słuchania tego, co dzieje się w ciele.

Dziś mam za sobą kilkaset sesji. Wiele godzin pracy, czucia i obecności.

Każde spotkanie jest inne.
Każde uczy pokory.

Doświadczenie przychodzi nie tylko z liczby sesji, lecz także z gotowości, by za każdym razem zaczynać od nowa — bez schematu, z większym słuchaniem niż narzucaniem czegokolwiek ciału.

PonoPono Studio

Z tej potrzeby powstało PonoPono Studio — miejsce stworzone z myślą o zatrzymaniu.

Przestrzeń, w której można na chwilę odłączyć się od codziennego napięcia, zwolnić i wrócić do kontaktu z własnym ciałem.

Miejsce, w którym dotyk nie jest tylko techniką, lecz formą uważnej obecności.

Lomi Lomi Nui nie jest dla mnie tylko masażem. To doświadczenie, które pozwala wyjść z trybu ciągłego działania i znów poczuć siebie. Nie traktuję go jako leczenia w sensie medycznym. Widzę jednak, jak wiele może dać człowiekowi chwila prawdziwego wyhamowania, głębszego oddechu i kontaktu z ciałem — szczególnie wtedy, gdy na co dzień niesie w sobie dużo napięcia, zmęczenia albo bólu.

A wszystko, czego uczę się po drodze — także o powięzi, napięciu, oddechu i ciele jako całości — pogłębia tylko to, co jest dla mnie najważniejsze od początku: tworzenie bezpiecznej, spokojnej przestrzeni, w której można wrócić do siebie prawdziwiej.

— Marcin Jankowski