Aloha – więcej niż słowo
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowo „Aloha”, byłem dzieckiem. Kojarzyło mi się z kolorowymi koszulami i hawajskimi plażami z filmów. Brzmiało lekko, wesoło, egzotycznie. Dopiero wiele lat później, dzięki mojej nauczycielce Lomi Lomi Nui, Marcie Gierczyńskiej, zrozumiałem, że nie jest słowem z pocztówki. To sposób bycia – cichy, dojrzały, wymagający obecności.
Od tamtej pory Aloha nie jest dla mnie symbolem miejsca, lecz przestrzenią, którą można nosić w sobie.
Czym naprawdę jest ?
Słowo Aloha składa się z dwóch części:
- Alo – obecność, bycie twarzą w twarz, dzielenie się przestrzenią.
- Ha – oddech życia, esencja, która łączy nas wszystkich.
To spotkanie – z drugim człowiekiem, z sobą samym, z życiem. To zaproszenie, by być naprawdę obecnym, bez pośpiechu, bez masek, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek.
Zauważyłem, że w codziennym biegu coraz trudniej nam o taką obecność. Słuchamy, ale nie słyszymy. Patrzymy, ale nie widzimy. Aloha przypomina mi, że prawdziwa obecność zaczyna się tam, gdzie kończy się pośpiech.
Jako miłość
W języku hawajskim Aloha oznacza także miłość – ale nie tę romantyczną, związaną z emocjami. To miłość spokojna, mądra, uważna. Miłość, która nie próbuje zmieniać, lecz pozwala być.
Nie pyta: „co z tego będę miał?”, tylko: „jak mogę się przyczynić?”
Nie jest głośna ani teatralna – po prostu obecna.
Czasem w słowie, czasem w ciszy, czasem w geście.
W praktyce Aloha oznacza traktowanie drugiego człowieka z życzliwością, nawet jeśli jest inny. To prosta postawa, ale wymagająca odwagi – bo wymaga łagodności wobec świata, który często stawia na siłę i rywalizację.
Jako filozofia życia
Hawajczycy mówią: „Aloha aku, aloha mai” – jeśli dajesz miłość, miłość do ciebie wróci.
To nie magia, to naturalny rytm życia. To, co wysyłamy, wraca – czasem w innej formie, czasem po czasie, ale zawsze wraca.
Dzięki naukom Marty Gierczyńskiej zrozumiałem, że Aloha to nie działanie, lecz stan świadomości. Nie chodzi o to, by robić więcej dobra, lecz by być dobrem – w sposobie myślenia, w obecności, w dotyku, w relacji.
Aloha uczy mnie, by:
- Być wdzięcznym – nawet za to, co oczywiste.
- Słuchać z empatią – bez przerywania, bez potrzeby oceniania.
- Być łagodnym – wobec siebie i innych.
- Dzielić się – tym, co mam: czasem, uwagą, spokojem.
Doświadczenie Aloha
Nie potrafię wskazać jednej chwili, w której zrozumiałem Aloha. To przyszło powoli – przez dotyk, ciszę, obecność w pracy z ludźmi. Zauważyłem, że kiedy naprawdę jestem tu i teraz, coś się zmienia. Ruch staje się płynniejszy, oddech spokojniejszy, relacja głębsza.
Aloha nie zależy od miejsca – to nie tylko Hawaje. To stan serca.
I może właśnie dlatego czuję, że moja praca – masaż Lomi Lomi Nui – jest jednym z najpiękniejszych sposobów, by tę filozofię wcielać w życie. Bo w każdym spotkaniu, w każdym dotyku można przekazać coś więcej niż technikę – można przekazać obecność.
Aloha w codzienności
Nie trzeba wyjeżdżać daleko, by praktykować Aloha. Czasem wystarczy drobiazg:
- chwila ciszy przy porannej kawie,
- uważny oddech zamiast pośpiechu,
- dobre słowo zamiast krytyki,
- wdzięczność za to, że po prostu jesteś.
Tak zaczyna się Aloha – nie od wielkich gestów, ale od codziennych wyborów.
Z czasem staje się czymś naturalnym. Nie trzeba o niej pamiętać, bo staje się częścią Ciebie.
Na zakończenie
Aloha to nie hasło z folderu turystycznego. To zaproszenie do bycia w świecie z łagodnością, zaufaniem i miłością.
Nie jest to droga łatwa, ale prawdziwa – taka, która nie ucieka od codzienności, tylko nadaje jej sens.
Dzięki nauce Lomi Lomi Nui zrozumiałem, że duchowość nie jest gdzieś daleko. Jest w prostocie – w oddechu, w geście, w słowie. W tym, jak patrzysz na człowieka przed sobą.
Aloha to nie słowo. To postawa.
I od nas zależy, czy wybierzemy, by nią żyć.
