KALA jest drugą z siedmiu zasad Huny w ujęciu spopularyzowanym przez Serge’a Kahili Kinga. Jej najbardziej znane sformułowanie brzmi: „Nie ma żadnych ograniczeń”.
Brzmi bardzo mocno. Być może nawet zbyt mocno, jeśli potraktujemy te słowa dosłownie.
Bo oczywiście ograniczenia istnieją. Mamy ciało, czas, możliwości, zobowiązania i okoliczności, na które nie zawsze mamy wpływ.
Dla mnie KALA staje się ciekawa dopiero wtedy, kiedy przestaję czytać ją jako obietnicę, że wszystko jest możliwe, a zaczynam traktować jako pytanie:
Czy każda granica, którą właśnie widzę, rzeczywiście znajduje się przede mną?
Uwolnić, rozwiązać, puścić
Samo hawajskie słowo kala ma znacznie ciekawsze znaczenie niż proste „brak ograniczeń”.
Może oznaczać między innymi uwolnić, rozwiązać, rozluźnić, odciążyć, puścić czy przebaczyć.
I właśnie tutaj odnajduję sens tej zasady.
Czasami największym ograniczeniem nie jest to, czego naprawdę nie możemy zrobić.
Jest nim przekonanie, którego od dawna nie sprawdzaliśmy.
„Nie nadaję się do tego.”
„Jest już za późno.”
„Zawsze taki byłem.”
„Nie potrafię.”
„Nie mam wyboru.”
Niektóre z tych zdań mogą opisywać rzeczywistość. Inne powtarzamy tak długo, że przestajemy sprawdzać, czy nadal są prawdziwe.
KALA zachęca mnie właśnie do tego sprawdzenia.
Granica czy przyzwyczajenie?
Łatwo pomylić granicę z przyzwyczajeniem.
Jeżeli przez lata czegoś unikaliśmy, możemy zacząć uważać, że po prostu nie jesteśmy do tego zdolni.
Jeżeli kilka razy coś się nie udało, możemy uznać, że nie uda się już nigdy.
Jeżeli przyzwyczailiśmy się funkcjonować w określony sposób, każda zmiana może wydawać się niemożliwa.
KALA nie musi mówić: „możesz wszystko”.
Może mówić coś znacznie bardziej rozsądnego:
Sprawdź, zanim uznasz, że nie możesz.
Nie wszystko trzeba pokonywać
Jest jeszcze druga strona tej zasady.
Żyjemy w kulturze, która bardzo lubi mówić o przekraczaniu granic. Więcej. Mocniej. Dalej. Jeszcze jeden krok.
Tymczasem nie każda granica jest przeciwnikiem.
Niektóre chronią.
Czasem ciało mówi „dość”.
Czasem potrzebujemy odpoczynku.
Czasem najlepszą decyzją nie jest przełamanie oporu, ale jego zauważenie i zastanowienie się, skąd się bierze.
Dlatego KALA nie kojarzy mi się z forsowaniem siebie.
Bardziej z odzyskiwaniem przestrzeni tam, gdzie sami ją sobie niepotrzebnie odebraliśmy.
KALA i zdolność do zmiany
Współczesna wiedza o neuroplastyczności pokazuje, że mózg pozostaje zdolny do zmian pod wpływem doświadczenia, nauki i treningu również w dorosłym życiu.
Nie oznacza to jednak, że każdą granicę można usunąć albo że wystarczy zmienić sposób myślenia, aby wszystko stało się możliwe.
Dla mnie to ważne rozróżnienie.
Możemy się zmieniać.
Możemy się uczyć.
Możemy odkrywać możliwości, których wcześniej nie widzieliśmy.
Ale nie potrzebujemy do tego opowieści o nieograniczonym potencjale.
Czasami wystarczy dopuścić myśl, że coś, co wczoraj wydawało się niemożliwe, dzisiaj warto jeszcze raz sprawdzić.
Jak wykorzystać KALA na co dzień?
Możesz zacząć od kilku prostych pytań.
Co właściwie mnie tutaj ogranicza?
Czy jest to realna granica, czy moje założenie?
Skąd wiem, że tego nie potrafię?
Czy próbowałem inaczej?
Czy coś, co kiedyś było prawdą o mnie, nadal nią jest?
Czy jest coś, co trzymam tylko dlatego, że trudno mi to puścić?
Nie musisz od razu niczego zmieniać.
Samo zauważenie granicy i sprawdzenie, z czego została zbudowana, może być początkiem zmiany.
Zrobić trochę więcej miejsca
W KALA najbardziej podoba mi się właśnie słowo „uwolnić”.
Nie walczyć ze wszystkim.
Nie przekraczać każdej granicy.
Nie udowadniać sobie, że można wszystko.
Uwolnić się od tego, co przestało być potrzebne.
Od przekonania, które już nam nie służy.
Od historii o sobie, którą powtarzamy od lat.
Od automatycznego „nie mogę”, zanim jeszcze sprawdzimy, czy rzeczywiście tak jest.
Może więc „nie ma żadnych ograniczeń” nie musi oznaczać, że świat nie stawia przed nami granic.
Może czasem wystarczy odkryć, że niektóre z nich postawiliśmy dawno temu sami.
I że nie wszystkie muszą zostać z nami na zawsze.
