Telefon / WhatsApp

+48 459 170 705

Email

kontakt@ponopono.studio

Ludzie przychodzą do ludzi

Nazywam się Marcin Jankowski. Jestem twórcą PonoPono Studio w Rzeszowie.

Moja droga do pracy z ciałem nie zaczęła się od pomysłu na Studio ani od decyzji, że pewnego dnia będę wykonywał Lomi Lomi Nui.

Znacznie wcześniej interesował mnie człowiek. To, jak odbieramy świat, jak reagujemy na to, co się wokół nas dzieje i jak wiele z tych doświadczeń rozgrywa się w ciele, zanim zdążymy ubrać je w słowa.

Z czasem właśnie dotyk zaczął fascynować mnie najbardziej.

Marcin

Dotyk zawsze wydarza się po drugiej stronie skóry

Kiedy stajesz boso na chłodnej podłodze, możesz powiedzieć, że czujesz płytki.
Ale tak naprawdę czujesz swoje stopy w kontakcie z nimi.
Ich chłód. Twardość. Nacisk. Fakturę. I to, jak Twoje ciało na nie odpowiada.
Podobnie jest z każdym dotykiem.
Dłoń może wykonać dokładnie ten sam ruch, a dwie osoby mogą doświadczyć go zupełnie inaczej. Nawet ta sama osoba może odebrać go inaczej dziś niż tydzień później.
Bo dotyk nie kończy się w dłoni osoby, która dotyka.

Tam dopiero się zaczyna.

To, co naprawdę ma znaczenie, wydarza się po drugiej stronie skóry: w sposobie, w jaki ciało odbiera nacisk, temperaturę, tempo, kierunek ruchu, bliskość i poczucie bezpieczeństwa.
I właśnie dlatego w swojej pracy nie myślę o dotyku jak o czynności wykonywanej na człowieku.
Interesuje mnie to, co ten dotyk w nim wywołuje.
Czy ciało go przyjmuje.
Czy pozostaje napięte.
Czy chce więcej czasu.
Czy ruch może popłynąć dalej.
Dla mnie właśnie tutaj zaczyna się uważny, świadomy dotyk.

Kiedy sam potrzebowałem ulgi

W mojej historii jest również doświadczenie, które mocno wpłynęło na sposób, w jaki patrzę dziś na ciało i człowieka, który przychodzi po pomoc czy po chwilę wytchnienia.
Mieszkając w Cambridge w Wielkiej Brytanii, po urazie podczas treningu zmagałem się z bardzo silnym bólem kręgosłupa. Problemy na poziomach L4–L5 i L5–S1 doprowadziły ostatecznie do podwójnej dyscektomii.
Pamiętam ból, brak snu, wyczerpanie i momenty, kiedy zwyczajne funkcjonowanie stawało się ogromnym wysiłkiem.
Ale bardzo dobrze pamiętam również każde spotkanie z fizjoterapeutą czy osobą pracującą z ciałem, po którym choć przez chwilę było lżej.
Kiedy przez długi czas coś boli, nawet krótka chwila ulgi potrafi znaczyć bardzo wiele.
To doświadczenie nauczyło mnie czegoś, co zostało ze mną do dziś.
Człowiek, który przychodzi na stół, nie potrzebuje przede wszystkim wielkich obietnic.
Potrzebuje kogoś, kto naprawdę jest przy nim obecny.

Spotkanie z Lomi Lomi Nui

Do Lomi Lomi Nui trafiłem z ciekawości.
Nie było jednego wielkiego momentu, w którym nagle wiedziałem, że właśnie tym chcę się zajmować. Chciałem po prostu zrozumieć, czym jest ten hawajski sposób pracy z ciałem.
Później trafiłem do Marty Gierczyńskiej i Buczynowej Doliny w Beskidzie Niskim.
I właśnie tam dotyk zaczął nabierać dla mnie zupełnie innego znaczenia.
Nie chodziło już tylko o prawidłowe wykonanie ruchu.
Znaczenie miało tempo. Intencja. Sposób wejścia w kontakt. To, czy ręka jedynie przesuwa się po skórze, czy rzeczywiście słucha tego, co ciało jej odpowiada.
Lomi Lomi Nui pokazało mi, że masaż może być spotkaniem znacznie bardziej złożonym niż poprawnie wykonana technika.
I właśnie tym doświadczeniem chciałem zacząć dzielić się z innymi.

Ludzie przychodzą do ludzi

Możemy uczyć się tej samej techniki, wykonywać podobne ruchy i pracować według tych samych zasad. A jednak każda sesja będzie inna, bo za dotykiem zawsze stoi konkretny człowiek.
Jego temperament. Uważność. Sposób słuchania ciała. To, jak prowadzi ruch, jak reaguje na napięcie i jaką atmosferę tworzy wokół drugiej osoby.
Kiedyś, podczas końcowej sesji szkolenia Lomi Lomi Nui, pomyślałem, że nawet gdybyśmy wszyscy otworzyli swoje studia przy jednej ulicy, każde z nich byłoby inne. I każde mogłoby znaleźć osoby, które właśnie tam poczują się najlepiej.
Bo wybierając masaż, wybierasz nie tylko technikę.
Wybierasz również człowieka, któremu na te 75 minut oddajesz swoje ciało i zaufanie.
Dlatego to zdanie zostało ze mną na długo:
Ludzie przychodzą na masaż. Ale przychodzą do ludzi.

Każdy przynosi ze sobą własną historię

Im więcej prowadziłem sesji, tym mniej interesowało mnie mechaniczne odtwarzanie wyuczonych ruchów.
Bo człowiek nigdy nie przychodzi samym ciałem.
Przynosi ze sobą cały swój bagaż.
Czasem kilka bardzo intensywnych dni.
Czasem wiele miesięcy funkcjonowania na wysokich obrotach.
Zmęczenie.
Napięcie.
Niepokój.
Przeciążenie odpowiedzialnością.
Albo zwyczajną potrzebę, żeby przez chwilę niczego nie prowadzić, niczego nie kontrolować i nie być dla nikogo dostępnym.
I to wszystko spotyka się później ze mną na stole.
Dlatego dwie sesje Lomi Lomi Nui nigdy nie wyglądają dokładnie tak samo.
Czasem ciało bardzo szybko pozwala poprowadzić się w ruchu. Innym razem potrzebuje czasu.
Zdarza się, że wyczuwam pod dłonią napięcie i zamiast próbować je pokonać, zostaję tam dłużej.
Nie zwiększam siły tylko dlatego, że „tak powinno zadziałać”.
Czekam na odpowiedź.
Bo ciało odpowiada.
Zmienia napięcie. Sposób, w jaki układa się pod dłonią. Zakres ruchu. Gotowość na kolejny ruch.
I właśnie praktyka nauczyła mnie jednej z najważniejszych rzeczy:

technika jest potrzebna, ale nie może stać się ważniejsza od człowieka.

Ciało nie działa fragmentami

Z czasem zacząłem zadawać sobie coraz więcej pytań o to, dlaczego napięcie odczuwane w jednym miejscu tak często łączy się z tym, co dzieje się gdzie indziej.
Naturalnie zaprowadziło mnie to do powięzi.
Do sposobu, w jaki tkanki łączą się ze sobą, przenoszą napięcia i współpracują podczas ruchu.
Ukończyłem szkolenie Holistic Fascia Release®, a moje kwalifikacje w tej metodzie potwierdza obecność na liście certyfikowanych praktyków Klimek Academy. Równolegle rozwijam wiedzę dotyczącą anatomii powięziowej, ciągłości tkanek i pracy strukturalnej.
Nie szukam jednak jednej metody, którą można zastosować do wszystkiego.
Lomi Lomi Nui i praca poprzez układ powięziowy są różnymi drogami.
Każda uczy mnie czegoś innego.
Każda daje inne narzędzia.
Ale punkt odniesienia pozostaje ten sam.
Człowiek.

Dlaczego powstało PonoPono Studio

PonoPono Studio nie powstało dlatego, że potrzebowałem miejsca na stół do masażu.
Chciałem stworzyć przestrzeń, w której wszystko pracuje na jedno doświadczenie.
Światło.
Muzyka.
Temperatura.
Zapach.
Ciepły olej.
Sposób, w jaki przygotowana jest przestrzeń.
I oczywiście dotyk.
Nie po to, żeby każdy z tych elementów zwracał na siebie uwagę.
Wręcz przeciwnie.
Dobra jakość nie musi domagać się uwagi. Po prostu jest.
Możesz nawet nie zauważyć części rzeczy, które przygotowałem.
Ale razem mają sprawić, że kiedy położysz się na stole, łatwiej będzie Ci przestać zajmować się tym, co znajduje się za drzwiami Studio.
Bo nawet najpiękniejsze wnętrze pozostaje tylko oprawą.
Najważniejsze jest to, jak człowiek czuje się w tej przestrzeni i z jaką uważnością jest traktowany.
Ludzie przychodzą do ludzi.

Być tutaj. Teraz.

W czasie sesji nie chcę wykonywać „kolejnego masażu”.
Nie chcę myślami być już przy następnym spotkaniu.
Nie chcę spieszyć ruchu tylko dlatego, że zegar idzie dalej.
Osoba, która leży przede mną na stole, powierza mi swoje ciało, granice i zaufanie.
Traktuję to poważnie.
Dlatego obecność nie jest dla mnie ozdobnym słowem opisującym PonoPono Studio.
Jest częścią pracy.
Być przy tym, co dzieje się teraz.
Zauważać.
Reagować.
Słuchać tego, czego nie da się powiedzieć słowami.
Być tutaj. Teraz.

Luksus ma dla mnie inne znaczenie

Kiedy myślę o luksusie, nie myślę o przepychu.
Myślę o czasie, którego przez chwilę nikt od Ciebie nie chce.
O tym, że nie musisz odbierać telefonu.
Podejmować decyzji.
Pilnować, co będzie dalej.
Prowadzić rozmowy tylko dlatego, że zapadła cisza.
Przez 75 minut ktoś inny pilnuje czasu, muzyki, temperatury, oleju i kolejnego ruchu.
A Ty możesz po prostu doświadczać tego, co dzieje się w Twoim ciele.
I być może właśnie to jest jednym z największych luksusów, jakie mogę dać drugiemu człowiekowi.
Bliska jest mi również symbolika. W numerologii moja liczba to 33. Nie traktuję jej jak definicji siebie, raczej jak ciekawy znak przypominający mi o tym, co w tej pracy jest dla mnie najważniejsze: obecności, odpowiedzialności i uważności na drugiego człowieka.

Nadal się uczę

Mam za sobą setki godzin pracy z ciałem i kilkaset przeprowadzonych sesji Lomi Lomi Nui.
Ale nie traktuję tego jak momentu, w którym można powiedzieć: „już wiem”.
Im więcej pracuję, tym więcej widzę rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem.
Chcę nadal się uczyć, czytać, obserwować, dotykać, zadawać pytania i coraz lepiej rozumieć ciało.
Techniki będą się zmieniać.
Wiedza będzie się rozwijać.
Doświadczenie będzie rosło.
Ale jedna rzecz pozostaje dla mnie najważniejsza:

człowiek, który mi zaufał.

Marcin Jankowski

Twórca PonoPono Studio