Jako numerologiczna „Trzydziestka Trójka” od dawna byłem w drodze.
Poszukiwanie sensu, głębszego kontaktu z sobą i rozwoju było czymś naturalnym — nie dodatkiem, lecz częścią codzienności. Uczyłem się, doświadczałem, sprawdzałem różne ścieżki. Zawsze bliska była mi uważność i to, co prawdziwe.
Z czasem coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać, że to, jak funkcjonujemy wewnątrz, w ogromnym stopniu zależy od kondycji naszego ciała. Od napięć, oddechu, sposobu, w jaki ciało jest traktowane i słuchane. To właśnie praca z ciałem — dotyk, obecność, oddech — zaczęła mnie fascynować najmocniej.
Moment spotkania z Lomi Lomi Nui nie był spektakularny. To był zwyczajny dzień. Usłyszałem tę nazwę po raz pierwszy w zupełnie codziennej sytuacji.
Kiedy dowiedziałem się, że chodzi o hawajski rytuał pracy z ciałem, pojawiła się zwykła, ludzka ciekawość oraz chęć, by sprawdzić, doświadczyć i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Moja pierwsza próba wejścia w ten świat nie była jeszcze „tą właściwą”. Pojawiały się przeszkody i opóźnienia, które dziś widzę jako ważne sygnały. Dopiero spotkanie z Martą Gierczyńską i udział w kursie Lomi Lomi Nui w Buczynowej Dolinie w Beskidzie Niskim otworzyły przede mną przestrzeń, w której wszystko zaczęło się układać.
To tam naprawdę zrozumiałem, czym jest świadomy dotyk. Szacunek do granic. Uważność. Obecność, która nie próbuje niczego zmieniać na siłę. Po raz pierwszy doświadczyłem masażu jako spotkania — z ciałem, z emocjami, z samym sobą. I poczułem, że chcę dzielić się tym doświadczeniem.
Z czasem moja praktyka zaczęła się pogłębiać. Uczyłem się pracy z powięzią, kończąc szkolenie Holistic Fascia Release, a terapia manualna stała się naturalnym uzupełnieniem Lomi Lomi Nui. Technika jest dla mnie tak samo ważna jak obecność — ale z czasem coraz wyraźniej widzę, że każdy człowiek jest inny i wymaga indywidualnego podejścia, uważnego zrozumienia oraz otwartości na to, co przynosi dane spotkanie.
Do dziś mam za sobą kilkaset sesji — wiele godzin słuchania, czucia i bycia w procesie. Każde spotkanie jest inne. Każde uczy pokory. Doświadczenie przychodzi nie tylko z liczby sesji, ale z gotowości, by za każdym razem zaczynać od nowa.
Tak powstało Pono Pono Studio — z potrzeby serca i prostego pragnienia stworzenia miejsca, w którym można na chwilę odłączyć się od codziennego napięcia, zwolnić i wrócić do kontaktu z własnym ciałem.
Lomi Lomi Nui nie jest dla mnie tylko masażem.
To doświadczenie, które pozwala wyjść z trybu ciągłego działania i znów poczuć siebie.
— Marcin
